07.07.2016

tam, gdzie chcę wracać i skąd nie chcę wracać.

mam za sobą 10 dni spędzonych nad morzem. w sopocie, w gdyni na open'erze i na helu. na pół samotny odpoczynek w tłumie ludzi też może dać wyciszenie i jak nic innego pozwala zmienić perspektywę. wtapiasz się w tło, by obserwować. słuchasz muzyki i bawisz się we własnym tempie lub z ludźmi, których nie znasz, ale jakoś tego nie czujesz, że to sami nieznajomi. całe godziny spędzasz na trawie lub piasku, owiewa cię ciepły wiatr lub zlewa zimny deszcz, byś mógł sobie później pooglądać tęczę. spacerujesz po plaży i nie obchodzi cię, która godzina, bo nigdzie się nie spieszysz, a dzień jest tak długi, że zmrok cię nie zaskoczy. mieszkasz na 3 metrach kwadratowych namiotu, masz przy sobie jeden bagaż i niczego ci nie brakuje. możesz sobie pożyczyć rower i gnać po lesie do celu, który sam sobie wybierzesz i zawrócić, gdy z pokorą obawiasz się burzowej chmury. spotkać się przy okazji albo po drodze z kimś, kogo bardzo lubisz, dawno nie widziałeś, czy z kimś zupełnie nowym. posłuchać szumu morza, szumu drzew, śpiewu ptaków, dziecięcych okrzyków zabawy. poczuć się po prostu szczęśliwym - tak, że sam się do siebie śmiejesz. i naprawdę odpocząć.

brzmi nudno?
ja nie zmieniłabym tych 10 dni na żadne inne wakacje.
zawsze myślałam, że wolę góry. teraz jestem pewna, że w sercu szumi morze! ale po górach chętnie pojeżdżę rowerem (o ile starczy odwagi, by spróbować :)).
bardzo chciałam zostać.
jednak wróciłam, ze zdjęciami. dzielę się. mikro - galeria z helu: